Pokazywanie postów oznaczonych etykietą monolg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą monolg. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 lutego 2011

początek nowego życia.

Zatrzymałam się w jednym hotelu, który sobie upatrzyłam jeszcze będąc w Paryżu. Chciałam być w centrum, więc cena za jedną dobę nie była tania. Nie miałam zamiaru zatrzymywać się tam długo. Skoro miałam zostać w stanach teoretycznie na zawsze musiałam znaleźć sobie coś własnego, no albo na wynajem. Kiedy potwierdziłam swoją rezerwację, poszłam do swojego pokoju (kurde, ostatnie piętro), zamknęłam drzwi i rzuciłam się na łóżko. Bałam się tego nowego świata. Czy się odnajdę? Czy mnie zaakceptują? Trudno było stwierdzić. Muszę mieć jakąś pracę, bo na koncie powoli kończą mi się środki. Dostałam strasznej ochoty na gorącą kąpiel. Poszłam w stronę łazienki i po cichu modliłam się żeby była wanna a nie prysznic. Delikatnie i ze zamkniętymi oczyma otworzyłam drzwi. Oczom nie mogłam uwierzyć. Po środku toalety stała przeogromna wanna! Bez zastanowienia odkręciłam gorącą wodę, wlałam jakieś płyny, dodałam kulki musujące. Rozebrałam się i delikatnie weszłam jedną nogą do wanny. Woda lekko parzyła, ale moje ciało powinno się do niej dostosować w kilka minut. Było mi tak dobrze, Wystarczyło lekko odchylić głowę do tyłu by zasnąć. I tak też zrobiłam. Kiedy się przebudziłam było coś po 15. Woda była już zimna, i mi samej było zimno. Zarzuciłam na siebie szlafrok i podeszłam do walizek by wyciągnąć kosmetyki. Całe robienie na bóstwa nie zajęło mi dużo - 15 minut. Ubrałam się w miarę elegancko by nie odstawać tych szych, które mogą siedzieć na dole. Zjechałam windą i udałam się w stronę restauracji hotelowej, bo zrobiłam się naprawdę głodna. Usiadłam w najbardziej odosobnionej części sali i zaczęłam przeglądać kartę dań, którą podał mi nawet całkiem,  całkiem kelner. Jakoś niezbyt miałam ochotę na co to tutaj proponowali. Wzięłam owoce morza i nie pożałowałam - kurzach gotował bosko! Chciałam skorzystać z tej okazji, że niczego mi nie brakowało i sprawdzić oferty pracy i mieszkań do wynajęcia bądź wykupu. Poczłapałam do windy, by ta przerzuciła mnie na ostatnie piętro. Wchodząc do pokoju miałam zamiar skorzystać z gazety, która była dla mnie najpewniejszą drogą poszukiwań. Niestety takowej nie znalazłam , więc z torby wyciągnęłam laptopa i podłączyłam go do prądu. Za nim cały mój sprzęt się uruchomił miałam zamiar się przebrać na coś bardziej wygodnego. Gdy podeszłam już przebrana w dresy do komputera, on już był gotowy do pracy. Odpaliłam przeglądarkę i wpisałam potrzebne dane. Najpierw zaczęłam szukać mieszkań, a potem pracy. Znalazłam kilka ofert, które mnie zadowoliły. Spisałam adresy i zaczęłam szukać pracy. No cóż, znalazłam jedną gdzie od mojego najprawdopodobniej przyszłego miejsca zamieszkania było 30 minut drogi. Wykreśliłam pozostałe mieszkania i zostałam przy jednym. Jutro miałam zamiar wybrać się do współlokatora/torki i zapytać czy nadal szuka kogoś chętnego.
Ta zmiana czasu mnie wykończy!
Jeanne Goudreau

Zadowoleni? :)
Link do kłamczuchy - http://forum.vampirediaries.pl/viewtopic.php?f=35&t=4739

sobota, 29 stycznia 2011

Tak jak pisałam wcześniej - lot miałam o 3 w nocy. Nie miałam zamiaru się spóźnić - nie chciałam tutaj dużej być. Dlatego na lotnisku czekałam już około 2. Wybaczcie mi - ale nie mam zamiaru opisywać tego wszystkiego co działo się przed wejściem na pokład samolotu. Normalna odprawa xdd - nic specjalnego. Miałam miejsce przy oknie - jeszcze tego brakowało. Chciałam naprawdę stąd wyjechać, ale nic mi tej sprawy nie ułatwiało. Tutaj przecież się wychowałam.. no wiecie. Chciałam zapomnieć o tym co łączy mnie z Paryżem, Francją a tu nagle będę musiała patrzeć na całe miasto z lotu ptaka - bałam się. Czego? Że krzyknę aby samolot zawrócił. Tak strasznie się bałam..
- Proszę pani?
Jakiś damski głos szumiał mi w uszach. Ta sama osoba, chyba szturchała mnie. Nie wiedziałam co się dzieje. Powoli otworzyłam jedno oko, potem drugie. Nadal byłam w samolocie. Za oknem nie było już mojego Paryża, mojej Francji. Była tylko woda. Po mojej lewej stronie patrzyła na mnie ze strachem w oczach jakaś pani. Na oko miała 30 - 35 lat. Nie wiedziałam o co jej chodzi.
- Eeem, przepraszam. Która godzina? - zapytałam, tylko to co mi przyszło na myśl.
- Jest dziesięć po siódmej (7.10).
- Ile jeszcze będzie trwał lot? - zapytałam lekko zdezorientowana.
- Jakieś 5 godzin.
- Oh - wyrwało mi się - czy coś się stało?
- Miała pani prawie cały czas koszmary, tak myślę. Coś pani mamrotała pod nosem, że czegoś pani nie chce, no a przed chwilą krzyczała pani. - ona, była nadal zdenerwowana. Nie pamiętam żeby coś mi się śniło. Mam pustkę w głowie.
- Tak bardzo mi przykro.
- Ale za co, kochanie? Że miałaś koszmary?
- Aaam, no chyba tak.
- Nic się nie stało. Chciałam po prostu przerwać twoje cierpienia.

niedziela, 23 stycznia 2011

USA, Ameryka, Nowy Świat czy też Stany

- Jesteś tego pewna Jeanne? - zapytała Sam pakując moje rzeczy do kartonów.
- Jak nigdy.
- Ale.. no pakujesz swoje wszystkie rzeczy. Nie zamierzasz już tutaj wrócić? - kolejne pytanie z ust mojej przyjaciółki, która była teraz lekko zdenerwowana ale i zmartwiona.
- Samanta.. Ja tutaj już nie mogę żyć. Nie wiem czemu, ale czuję się na uwięzi. Będę do ciebie przyjeżdżać, co ty na to?
- Ale i tak to nie będzie to samo. To co kiedyś..
- Wiem.. przepraszam.
- Nie masz za co przepraszać głuptasie! To twoje życie i skoro chcesz pojechać do Ameryki to nikt cię nie zatrzymuje.
- Tak, ale mi teraz głupio. Po tym wszystkim co dla mnie zrobiłaś.. zawsze byłaś przy mnie a teraz ja wyjeżdżam sobie i to być może już na zawsze.
- Ale mówiłaś, że będziesz tu przyjeżdżać.
- No tak. Ale wiesz.. może raz na rok. To nie jest jak stad to Londynu czy Niemiec. To jest zupełnie co innego. Ja jadę na nowy kontynent.
- Jeanne nie dobijaj mnie, dobrze?
- Oh.. Sam.. na prawdę jest mi głupio ale więcej czasu tu nie mogę zostać. Duszę się.
- Mówiłam ci wcześniej, że to twoje życie i tylko ty decydujesz co z nim zrobisz. - nie zgadzałam się z nią w tej kwestii.
Zapadła niezręczna cisza. Nie miałam zamiaru jej przerywać. Chciałam jeszcze o tym przemyśleć - chociaż teraz to już za późno patrzeć na wszystkie "za" i "przeciw".
Wszystko już było spakowane. Zostały mi najdrobniejsze rzeczy, które sama mogę spakować, bez pomocy osób trzecich. Sam poszła i zostałam sama pośród kartonów i walizek. Samolot miałam na 3 w nocy, więc jeszcze trochę czasu mi zostało. Na podróż wybrałam strój w którym oprowadzałam Jacoba po mieście. Mieszkanie miałam na wynajęcie. Poprosiłam znowu Sam by mnie wymeldowała z niego gdyż ja sama nie będę miała czasu. Mam nadzieję, że uda jej się. Nie chcę tutaj wracać tylko po to by podpisać jakiś durny papierek. Około 19:30 postanowiłam zadzwonić do Samanthy.
- Halo Sam?
- Hej Jeanne. Masz jeszcze jakąś sprawę do mnie? Pomóc ci w czymś?
- Jedź ze mną do LA.

sobota, 22 stycznia 2011

kurde no

Kurde.. muszę się spiąć i zacząć pisać regularnie - bo jeszcze stracę czytelników. A przecież nie o to mi chodzi. Dobra.. a więc kontynuacja poprzedniej notki.

W końcu podeszłam do kasy i zapłaciłam. Było mi tak głupio. Wszyscy się na mnie patrzyli jakbym nie wiem co zrobiła. Chciałam jak najszybciej wyjść z tego pomieszczenia i wejść do domu. Ale jeszcze przedtem chciałam ochrzanić Jacoba. Bo tak naprawdę to wszystko jego wina. Co on sobie myślał? Dobra.. zgubił telefon ok, no ale wiedział gdzie mieszkam. Może nie znał francuskiego na tyle dobrze by zapytać się o mnie, no ale miał kumpli - a ci (z tego co mi mówił) dobrze znali ten język. Czy mogę mu wybaczyć? A zresztą co ja gadam?! Jakie wybaczyć? Przecież on nic nie zrobił. Jesteśmy tylko znajomymi, którzy poznali się przypadkowo w klubie i jedna ze stron oprowadziła drugą po mieście. To tylko znajomość i nic więcej, więc dlaczego tak często o nim myślałam? Czy miałam prawo? A może miał dziewczynę? I może traktował mnie tylko jak znajomą? Przecież właściwie powinien mnie tak traktować, tylko czy ja mogłam go tak samo traktować? Już nic nie wiedziałam. Po odejściu z kasy wyjęłam z torby długopis, bo dobrze wiedziałam, że Jacob do mnie podejdzie. Tak jak przypuszczałam - podszedł. Wzięłam jego dłoń i ponownie zapisałam swój numer.
- Jak chcesz, możesz napisać lub zadzwonić.
Powiedziałam oschle i poszłam w stronę domu. Wcale mnie nie wołał. Chciałabym się odwrócić i zobaczyć jego minę, jego reakcje. Ale nie mogłam, mój honor i moja godność na to nie pozwalały. Skoro tak do niego się zwróciłam, nie mogłam się na niego patrzeć. Nie po tym co mi zrobił. Cholera! Przecież to nikt ważny w moim życiu. To tylko znajomy. Tak, to tylko znajomy.
Weszłam do domu i rzuciłam się na kanapę cała zapłakana. Nawet zapomniałam o głodzie. Czemu on tyle dla mnie znaczył? tego nie wiedziałam. Przez  cały piątek robiłam to samo. Samantha nadaremnie próbowała mi poprawić humor. Za wszelką cenę chciała mi pomóc. Więc wychodziła z Maxem, karmiła mnie i nie próbowała pocieszać.
Dzisiaj wieczorem jest mi o wiele lepiej, zresztą po piwie zawsze jest mi lepiej.
Postanowiłam  - wyjeżdżam do stanów.

czwartek, 20 stycznia 2011

nie wiedziałam...

W pierwszej chwili serce zabiło mi tak mocno, że myślałam iż zaraz odczepi się od mięśni i wyjdzie z mojej klatki piersiowej. Z drugiej zaś strony stałam nieruchomo i nie mogąc zrobić żadnego kroku, ruchu. Nawet oddychać nie mogłam - tak byłam sparaliżowana. Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć - co więcej bałam się. Nie wiedziałam czy jestem czerwona - a jeśli byłam, to mógłby mnie zobaczyć taką po dłuższym okresie nie widzenia się? Obawiałam się tego co mam mu powiedzieć. W pierwszej chwili chciałam na niego nakrzyczeć i wykrzyczeć wszystko co mam do jego osoby i jak o mnie potraktował. Ale też nie chciałam go skrzywdzić.
- Hej. - powiedziałam, będąc nadal do niego tyłem.
Odwróciłam się powoli. W końcu zobaczyłam jego twarz i jak bardzo się zdziwiłam! Była taka.. strasznie ciemna - jeszcze ciemniejsza niż wtedy jak pierwszy raz się spotkaliśmy. A może ma nadal taką samą karnację? Tylko ja nie przyglądałam mu się aż tak dobrze.
Przytulił się do mnie.
- Oh Jeanne! Jakby się dawno nie widzieliśmy! Bardzo przepraszam, że nie dzwoniłem, no ale.. Zgubiłem telefon. A nigdzie indziej nie miałam twojego numeru. Już myślałem, że nigdy się nie spotkamy! - mówił to z takim entuzjazmem.. Dosłownie jak małe dziecko, które dostało wymarzoną zabawkę. Nie wiem czemu, ale odwzajemniłam uścisk. Co więcej - ja tego chciałam.
- Ja myślałam, że nie podobało ci się ze mną i.. i.. po prostu mnie eee.. olałeś.
Żadne z nas nic nie powiedziało. Staliśmy i się na siebie patrzyliśmy, nie zważając na nic a ni na nikogo. W końcu ludzie zaczęli odchrząkiwać, a sprzedawczyni zaczęła mnie wołać bym podeszła do kolejki.

Z góry przepraszam, że notki są takie krótkie - wchodzę na komputer zaledwie na 30 minut dziennie, a nie tylko bloga mam na głowie. Zrozumcie mnie :D

środa, 19 stycznia 2011

w końcu!

Poniedziałek, około 12
Wstałam i pierwsze co zrobiłam to otworzyłam lodówkę - była całkowicie pusta. No może po za kilkoma plasterkami szynki, która i tak była popsuta. Co miałam innego do roboty? Podreptałam do łazienki by zrobić coś ze mną - wcale nie wyglądałam źle (ja miałabym wyglądać źle? :P), no ale do sklepu nie pójdę przecież tak jak wyglądam po wstaniu z łóżka. Zrobiłam ze sobą to co ostantio robię sobie codziennie - nakładam fluid, oczy tuszem i błyszczyk. Włosy spięłam w kitkę. Ubrałam jakieś stare dżinsy, rozciągnięty T-shirt i poszłam w długą. Sklepu nie miałam za daleko, więc wcale się nie śpieszyłam. Weszłam, wzięłam koszyk i zaczęłam kręcić się w sklepie zastanawiając się na co będę miała ochotę przez kolejne dni. Wcale nie myślałam, że koszyk będzie cały zapełniony. Podeszłam do kasy. Nagle poczułam oddech na swoim karku.
- No hej Jeanne.
Gdy tylko wypowiedział te słowa od razu wiedziałam kto za mną stoi.

niedziela, 9 stycznia 2011

Jacob

Eh no tak.. piszę wam co robię z Jacob'em a wy moje drogie, w ogóle nie wiecie jak on wygląda.\
No więc Jake ma 19 lat i jest Amerykaninem. Ma takie niebieskie oczy. Mogłabym w nich utonąć - o ile już w nich nie utonęłam. A ich kolor.. tak jakby ocean, taki głęboki odcień. Jeszcze nigdy nie widziałam takich oczu. I jak on się patrzy.. to tak.. jakby całą twoją osobę pochłaniał w tym oceanie - nie zależnie, czy jest w dobrym humorze czy jest poważny. A jego uśmiech... nie wiem czy lepszy od oczu! Takie.. śnieżnobiałe zęby i ten jego uśmiech.. jak się śmieje, i te dołeczki! Jak się śmieje to ja bym chciała się śmiać razem z nim. Tak szczerze i tak pięknie. Włosy już takie sobie.. :D Brązowe - co prawda moje ulubione. Na żel je stawia i świeci :P Ale i tak super wygląda. A odcień jego skóry, jest też taki dziwny - taki śniady. Ale seksowny śniady, taki, że mam ochotę go zjeść - dokładnie jak czekoladę. A jeśli mówimy już o niej - dzisiaj piłam taką dobrą, gorącą z śmietanką.. palce lizać :D Dłonie ma duże - nie lubię tego. Ale co tam - przy takim uśmiechu i tych oczach?! Ma fajną szyję.. taką dobrze zbudowaną - hah, czy szyja może być dobrze zbudowana :D ?
I fajnie się ubiera.. - co jest mało ważne, ale to fajnie, że chłopak wie jak się ubrać :P
Z charakteru jeszcze nie wiem jaki jest. Na pewno wiem, ze jest miły i zabawny oraz umie się zachować :D

Jeanne Goudreau

sobota, 8 stycznia 2011

wycieczka po Paryżu.

Myślałam, że już się nie wyrobię na 12. Ciągle ktoś pisał, jak pisałam do innych a nie zajmowałam się sobą. Postawiłam na 100% naturalności - żadnej kobiecości, romansu. Na luzie. Nałożyłam tylko lekko fluid, oczy pomalowałam na takie ciepłe odcienie brązu, a usta musnęłam błyszczykiem. Na siebie ubrałam beżowy kardigan, turkusową koszulkę z jakiś napisem, rurki i conversy. Przez ramię przełożyłam jakąś ogromną torbę, do której powrzucałam portfel, dokumenty, małą kosmetyczkę i jakąś książkę - tak na wszelki wypadek. Włosy spięłam w kitkę, z grzywką zaczesaną do góry. Wychodząc weszłam jeszcze do garderoby po jakąś kurtkę (no bo zima w końcu, co nie?). Zamknęłam drzwi i zbiegłam po schodach, bo winda była popsuta.
Słońce było przysłonięte, lekko wiał wiatr - nawet dobra pogoda. Nie było za bardzo ciepło, ale musiałam dać radę, nie mogłam odpuścić Jake'owi. Zamachałam jakieś taksówce - o dziwo zatrzymała się za od razu pierwsza. Na miejscu byłam 10 po 12 (jakby ktoś nie wiedział o 12:10) i widziałam go, jak na mnie czekał. Wysiadałam z taksówki podając panu pieniądze i szłam w stronę Jacob'a. Nie wiedziałam czy jestem czerwona - mam nadzieję, że nie byłam. Przywitał się pierwszy.
- Oo hej Jeanne. - powiedział lekko zdenerwowany. No to super - wiem, że to nie jest dla niego byle jakie spotkanie.
- Hej Jacob. Przepraszam, że musiałeś tak długo czekać.
- Spoko, nic się nie stało.
- Dobra, więc gotowy do zwiedzania? Luwr, Place de l’Etoile i Łuk Triumfalny, Wieża Eiffla, Montmartre i okolice oraz Cmentarz Pere Lachaise.
- Ee.. trochę dużo. - powiedział lekko przerażony.
- Spokojnie, do większości będziemy dojeżdżać. 
- Oo.., no to super. Spróbuję się nie poddać - zaczął się śmiać i ja również.
- No dobra, to choć znajdziemy jakąś taksówkę. - poszedł za mną. Znowu szczęście - kolejna pierwsza taksówka zatrzymała się. - Dzień dobry, do Luwru proszę. Wsiadaj Jacob - zwróciłam się do mojego towarzysza. Taksówkarz włączył licznik, odpalił samochód i pojechaliśmy. Na miejscu byliśmy w niecałe 6 minut. Gdy zajechaliśmy na miejsce podałam pieniądze panu z taksówki.
- Jacob, ale Ty masz pieniądze? - zapytałam lekko podenerwowana, bo nie mam tylu pieniędzy aby płacić za niego, i za mnie a miałam do niego niespodziankę.
- No pewnie, że mam. Myślałaś, że przyjechałem tutaj bez kasy przy tyłku? - spojrzał na mnie z lekką ironią,ale przyjaźnie.
- Eee, przepraszam.
- Nie masz za co. Mam przy sobie sporo, więc mogę zaszaleć.
- Bo mam jeszcze do Ciebie niespodziankę, chociaż nie wiem czy ci się to spodoba. I sraczy ci?
- Jeanne na pewno. Mam jakieś 5000 euro. - WOW, dużo.. nie żebym takiej gotówki nie widziałam, tylko nie wiedziałam, że 19 chłopak z ameryki może mieć taką kasę. A może jest złodziejem? CO?! Nie mam zamiaru myśleć o takich rzeczach.
- Oo, no to dużo masz. Wchodzimy?
- Pewnie.
O 13:42 wyszliśmy z rezydencji francuskich królów. Następnie pokazałam mu Place de l’Etoile i Łuk Triumfalny, Montmartre i okolice oraz Cmentarz Pere Lachaise a na sam koniec zostawiłam wieżę Eiffla. I tak jak myślałam - to nią był najbardziej podekscytowany. Wjechaliśmy windą - bo nie miałam ochoty wchodzić po schodach. Gdy byliśmy już na szczycie...
- Chciałabyś się jutro spotkać? - zapytał lekko zdenerwowany.
- No pewnie.
- Oo, no to super, jeszcze do ciebie napiszę.
- Spoko. A teraz na niespodzianka - idziemy do Chez Clément!
- O.., no to fajnie. A co to jest? - zapytał lekko zdezorientowany.
- Haha - zaśmiałam się szczerze, naprawdę mnie to rozbawiło. - to jest taka restauracja. 10 minut drogi stąd samochodem. 
- Aha... restauracja.. no jasne. To dobrze, że wymyśliłaś tą niespodziankę bo na prawdę głodny jestem.
- No to chodźmy. - Zjechaliśmy na dół. Będąc na dole, właśnie włączyły się światła, które oświetlają Eiffel.
- Oo, teraz powinniśmy dopiero wjeżdżać a nie zjeżdżać. - zauważył Jake
- Taa - pociągnęłam go za sobą, i weszłam do pierwszej lepszej taksówki - Do Chez Clément, poproszę.
Zajechaliśmy do restauracji, weszliśmy i usiadaliśmy na swoje zamówione miejsca i dostaliśmy kartę dań.
- No to co chcesz?
- To co ty.
- Hahaha.
- Na prawdę.
- No dobrze.
Zamówiłam dla niego i dla mnie jakąś sałatkę. Chyba mu smakowało, bo zjadł wszystko.
- Dobre to było. 
- Na prawdę? Myślałam, że masz ochotę na McDonald'a.
- Hahaha, to stereotypy Amerykanina.
- Widać ty jeszcze jesteś inny.
- Ta.. - zadzwonił mu telefon.- Yhym, taa..no jestem zajęty. Spadaj. No, no.. do zobaczenia, taa. O czym to ja?
- Że jesteś inny.
- Aha no tak.
- A kto dzwonił? Przepraszam, że jestem bezczelna, ale wiesz raczej nie powinnam być twoim powodem, że z kimś nie możesz się spotkać.
- Kumple.
- No to nie wolno ich tak zostawiać. Przyjechałeś z kumplami - a nie ze mną. Powinieneś do nich iść.
- Na pewno nie będzie to ci przeszkadzać?
- Nie, nie. Na pewno. To chodź.
Zabraliśmy swoje rzeczy zapłaciliśmy i znowu zamówiłam taksówkę - o dziwo znowu zatrzymała się pierwsza, która jechała. Gdy byliśmy już pod moim mieszkaniem..
- Dzięki za cały dzień. - powiedział Jacob
- A gdzie tam cały dzień. Dopiero 17.
- Dla mnie cały.Wszystko było super. Jak by co, to do ciebie napiszę. - pochylił się moją stronę i pocałował mnie w policzek. Chyba się zarumieniłam. - Hah, zarumieniłaś się - a niech, mnie!
- Ee.., to.. pa - wybąknęłam i wszyłam z taksówki.
Pędem biegłam po schodach - winda nadal zepsuta. Otworzyłam drzwi i tak samo jak w Londynie osunęłam się pod drzwiami.Max (mój pies) podbiegł do mnie liżąc mnie po całej twarzy.
- No Max, Max.. spokojnie.
Zabrałam smycz, podpięłam do obroży i wyszłam z moim spanielem. Nie mogłam uwierzyć - pocałował mnie. Jacob mnie pocałował.Co prawda w policzek - ale niech mnie! Pocałunek. Nie wierzyłam, że takie coś się może stać.
Wróciłam do domu jakieś 40 minut temu i własnym ręką nie mogę uwierzyć. Napisałam taki dług teks w takim krótkim czasie - i to wszystko dla was ^^.
Jestem zmęczona, bo pierwsze co zrobiłam to włączyłam laptop i zaczęłam pisać. Wypisałam wam to co moim zdaniem było najważniejsze.
Jeanne Goudreau
 

 

piątek, 7 stycznia 2011

nowy chłopak!

W ogóle nie mam zamiaru odpisywać mu. Nie wspomnę w ogóle, ile dostałam do niego wiadomości, że przeprasza za to co zrobił itd. Teraz czuję do niego obrzydzenie i nie chcę o nim słyszeć. Miałam wczoraj napisać, ale mi się już nie chciało. Nudziłam się, cholernie się nudziłam. Pomyślałam, że pójdę sobie do queen - klubu, gdzie najlepiej się bawię - a przynajmniej bawiłam. Zastanawiałam się jak tam dotrzeć. Metrem czy taksówką. Wybrałam taksówkę - bo jest bardziej bezpiecznie. Jakoś zawsze bałam się metra - szczególnie wieczorem, bo nigdy nie wiadomo kogo tam się spotka. W klubie byłam około 21.40 - gdzie dopiero impreza się zaczynała. Nie byłam ubrana wulgarnie, a mimo to wszyscy się na mnie patrzyli. Miałam na sobie małą czarną - tą samą w której poznałam pana Buttona. Niebieskie szpilki i w takim samym odcieniu torebkę. Włosy miałam rozpuszczone i lekko pofalowane. Wyglądam normalnie - przynajmniej ja tak myślałam. Podeszłam do baru i zamówiłam jednego drinka. Wypiłam go - dosyć szybko i poszłam na parkiet tańczyć. Napatoczyłam się na kilku chłopaków, krótka wymiana zdań i spotkałam go..
Serce stanęło mi na chwilę, a ja patrzyłam się na niego jak osłupiała.
Podszedł do mnie i zapytał się czy może zatańczyć, skinęłam głową i zaczęliśmy tańczyć. Właściwie to tańczyliśmy tylko przez jedną piosenkę, bo jego koledzy podeszli do niego i porwali go. Spróbowałam go dogonić i zapisać mu swój numer - udało mi się. Nie byłam długo na imprezie, nie mogłam się skupić na innych. Myślałam tylko o nim. Po kilku minutach gdy on wyszedł, ja też wyszłam. Byłam w domu już o 22.30, położyłam się na kanapie i czekałam. Właściwie nie wiem na co. Około 23 zabrzęczał mi telefon. Nieznany numer.
- Cześć, z tej strony Jacob - chłopak z którym tańczyłaś. - serce zabiło mi mocniej.
- Hej. Fajnie, że napisałeś :) - chcę brzmieć jak najbardziej naturalnie. Nie chcę żeby wiedział, że on mi się podoba.
- Super tańczysz. Robisz to często?
- Dziękuję, ale nie sądzę żebym była jakąś dobrą klubową tancerką.
- Na serio jesteś dobra.
- No dobrze, dziękuję ;) Opowiesz mi coś o sobie?
- No dobrze. Jestem Jacob. Mam 19 lat - jest! Jest mniej więcej w moim wieku - i mieszkam w Kalifornii. Wczoraj przyjechałem z kumplami do Paryża by się zabawić. Teraz Ty ;)
- No cóż, ja jestem Jeanne. Mam 18 lat i tutaj się urodziłam. Oo.. w stanach. Ale ci zazdroszczę :P
- Nie ma czego :D  Czym się interesujesz? :)
-  Hm.. no interesuję się historią mody, Egiptu i ostatniej carskiej rodziny + gastronomia + dziennikarstwo + aktorstwo. A Ty?
- No ja mam nieco inne zainteresowane - samochody. To jest to :D
- Heh, nigdy nie widziałam jeszcze osoby, którą kręciły by te rzeczy :)
- To jest na prawdę super. Jak chcesz mogę ci trochę o tym opowiedzieć, jak znowu się spotkamy :)
- Oo, bardzo chętnie. A na jak długo przyjechałeś do Francji? :)
- Na miesiąc.
- Oo, no to długo.
- Wiem :) Jeszcze nigdy tutaj nie byłem i polegam na znajomości francuskiego mojego kumpla.
- Chcesz mogę Ci pomóc :)
- W czym? :D
- No w języku i mogę pokazać Tobie Paryż z najlepszej strony :)
- Świetnie ;) Od kiedy możesz zacząć?
- Zależy ile kumpli pójdzie z Tobą, bo w takim razie trzeba będzie zamówić bus. Od jutra :D
- Ja sam.
- Oo, no to inna sprawa :D
- To gdzie się spotkamy?
- Możemy spotkać się pod Queen. I od tamtą zaczniemy. Około 12.00 mam czas.
- Okej.
Już miałam odpisać gdy padł mi telefon. Najważniejsze jest to, że każdy wie o której godzinie jesteśmy umówieni. No to super. Tylko w co ja się jutro ubiorę?
Jeanne Goudreau

czwartek, 6 stycznia 2011

facebook.

Postanowiłam w końcu odpisać Jack'owi, bo cały czas zasypywał mnie wiadomościami typu hej :* czekam na twój opis i już nie mogę się doczekać, twój Jack. Można powiedzieć, że sprawa jest świeża, bo pisałam z nim niespełna 2 godziny temu.

Drogi Jack'u bądź też panie Jack'u
Bardzo przepraszam ale z braku czasu nie mogłam panu opisać swojej osoby. No więc jak już wiesz nazywam się Jeanne Goudreau. jestem paryżanką, ale nie uważam Paryża jako jedynie idealne miejsce do życia. Interesuję się aktorstwem i do niedawna modelingiem. Mam zamiar zapisać się na studia związane  aktorstwem by mieć większe szanse w tym zawodzie. Interesuje mnie również historia mody, Egiptu i ostatnia rodzina carska. To wszystko co by było o mnie ;) Jak chcesz więcej - po prostu zapytaj - Jeanne.
Chciałam napisać do niego jak najmniej - byle się odczepił, ale byłam głupia, że tak myślałam.
- Bardzo ciekawy opis - ale niepełny :( Nie napisałaś, czy wybierzesz się ze mną do Azji..
- Jeśli mam być szczera to nawet o tym nie myślałam. Totalnie zapomniałam ;)
- Oh.. szkoda.. to się zastanawiaj bo chciałbym zwiedzić ją przed letnim sezonem :)
- Pomyślę, szczególnie teraz gdy mam więcej czasu wolnego.
- Tylko za bardzo nie puszczaj się w tym świecie modelingu i aktorstwa ;) - co to za pytanie?!
- Co masz na myśli?
- No sprawy łóżkowe itd, bo będę zazdrosny :D
- Nie powinno cię to obchodzić. A dlaczego masz być zazdrosny?
- Ee.. nie ważne. Zmieńmy temat :) Może spotkamy się w najbliższym czasie? Może w sobotę?
- To raczej nie możliwe, bo ja już jestem w domu.
- A właśnie - przecież napisałaś, że jesteś z Paryża. A myślałem, że jesteś jeszcze w Londynie. :(
- Nie, we wtorek byłam już w domu.
- No to może się wybiorę do Ciebie Jeanne?
- Może :-P
- Podasz adres?
- A co tak szybko się wybierasz? 
- Przecież samolotem to chwila..
- Ale ja nie chcę ci przeszkadzać w Twojej pracy.
- Nie przeszkadzasz.
- No nie wiem.. taki wypad.. wiesz.. doradca finansowy to nie byle zawód.
- Mogę wziąć urlop.
- Nie będę Cię od pracy odrywać.
- Ty nigdy nie odrywasz :** Wiesz na co mam ochotę?
- Nie, nie wiem.
- Na pocałowanie Cię :**
- Ehem, przepraszam?
- Nie ma za co... :D Nie masz ochoty?
- Ale na co? Na pocałunek? Jakoś nie, jestem w trakcie jedzenia chipsów serowych, więc wiesz.. z japy mi nieźle wali :D
- Mi to nie przeszkadza...
- ..
- Słuchaj.. a nie miałabyś ochoty może na ... "ten teges"  - TEN TEGES?!
- Przez internet?
- Tak.. 
Nie odpisałam mu. Czy on zdaje sobie sprawę z tego co właśnie do mnie napisał?! Nie mam zamiaru z nim pisać - brzydzę się nim. Jeszcze jakby był w moim typie - ale on jest brzydki. Piszę z nim tylko dlatego żeby mu smutno nie było. A zresztą nie można nazwać tego pisaniem - są to krótkie rozmowy, które nic nie znaczą. A on sobie myśli o "ten teges".. w ogóle nie mam zamiaru mieć kontaktu z osobą, która o współżyciu pisze "ten teges" .. phi
Jak widać nasze rozmowy nie są za ciekawe, i on nie jest ciekawy. Jak się wkurzę to mu coś wypale i może nie będzie do mnie pisał. Na dzisiaj to tyle. Może o wiele później coś napiszę.
Jeanne Goudreau

środa, 5 stycznia 2011

nareszcie w domu :) +EDIT

Tak jak przypuszczałam - około 17 byłam już w swoim ukochanym mieszkaniu. Od razu mówię, że w samolocie nic, a nic ciekawego się nie działo. Lot przebiegł normalnie i bez żadnych zakłóceń. Teraz siedzę na sofie, wyciągnięta na całą jej długość, mając na kolanach laptopa. Na szklanym stoliku obok jest szklanka Pepsi i chipsy. Kiedyś ktoś mnie pytał jak wygląda moje mieszkanie - więc dodaję zdjęcie, planu - który narysowałam sama :P


1. Korytarz/ przedpokój - takie małe pomieszczenie. Jest tam tylko lustro i fotel.
2. Garderoba - kurtki, płaszcze, żakiety, buty i torebki.
3. Salon (tymi kreskami chciałam wam pokazać mniej więcej powierzchnię salonu) - nic nadzwyczajnego. Kanapa, stolik, fotel i telewizor.
4. Łazienka. Normalna łazienka - wanna, ubikacja, zlew i prysznic. No i nad zlewem jest lustro :D
5. Pokój gościnny - to na szaro, to garderoba. Obok rozsuwana sofa (zamiast łóżka), na przeciwko telewizor i jakiś mały stoliczek.
6. Tak samo jak w wypadku salonu - te line tylko zaznaczają powierzchnię Więc to jest kuchnia. Na środku wyspa, w rogu stół i ten ciąg krateczek to szafka, lodówka, kuchenka, szafka, szafka, szafka, szafka.
7. Taras - też nic nadzwyczajnego.
8. Sypialnia. Łózko, stoliki nocne. To przed łóżkiem to szezlong. Obok cyfry 8 to szafa (nie komoda!), szafa. Trochę duża - ale muszę gdzieś to wszystko trzymać :D
No i to wszystko :) Ogółem całe mieszkanie jest białe. W kuchni mam jedną ścianę (tą przy szafkach) pomalowaną na turkusowy. I blaty również mam w tym kolorze. Salon jest szaro biały - kanapa i fotel są szare. Łazienka biała. Pokój gościny - no ten jest w brązie. Przedpokój i garderoba na biało z akcentami fioletowego - ale fiolet wrzosowy. A sypialnia jest glamour. Czyli jak ktoś nie wie, to coś takiego..
Właściwie to niczym konkretnym się nie różni :P mam tylko inne meble..

Pytacie mnie skąd znam polski - jak każdego innego języka trzeba się uczyć :P Ot co ;)
Jeanne Goudreau





Postanowiłam dodać zdjęcie Jacka :D Rozmawiałam dzisiaj z Stella_Beuty na gg, i jakoś tak natchnęło mnie by wysłać jej zdjęcie pana Buttona. No i teraz właśnie. Bulwersujecie się skąd znam język polski - przez moje młodzieńcze lata (12-15) też gdzieś na wakacje jeździłam - co nie? Kilka razy byłam w Polsce - i to nie tylko na wakacjach, ale również na ferie czy jakieś przerwy. Spodobało mi się tutaj - szczególnie ludzie. Przyswajam szybko nowe języki, ale nie znam ich za wiele - francuski, angielski no i polski. Jak już wcześniej pisałam, ludzie w Polsce są super, więc postanowiłam się poduczyć tego języka. Uczyłam się, a także znajomi pomagali mi poznawać nowe słówka. I tak o to umiem język polski :) A co do gg - nie wszyscy moi znajomi w Polsce mają facebook'a - i oczywiście, nie każdy na świecie go ma, więc kontaktuję się z nimi za pomocą gadu-gadu. Skoro Stella_Beuty ma moje gg - to wy też powinniście mieć, bo toby było nie fair. 10917775 - proszę. Jak chcecie to piszcie. Ot cała historia :) Mam nadzieję, że teraz wiecie skąd znam polski

niedziela, 2 stycznia 2011

brak tytułu.

Zostałam dzisiaj wybudzona około godziny 10 przez Ruth, która wczoraj późnym wieczorem wróciła do Londynu. Nie wiem po co kazała mi wstać o tej godzinie, skoro śniadanie mogłam zjeść normalnie - o 11 lub 12. Ciężko mi było się wygramolić z łózka, ale zamach grzanek pomógł mi wstać. Tak jak mój nos wyczuł na śniadanie były grzanki i do tego typowe angielskie śniadanie czyli jajko smażone, dwa lub trzy wałki wykonane z niewiadomego surowca, przypominające wyglądem kiełbasę, słodka fasolka w mdłym sosie, rzekomo pomidorowym, gotowany pomidor bez soli, wysmażony na wiór boczek, jedno lub dwa jajka sadzone. Usiadłam przy stole, popatrzyłam na talerz i odkroiłam kawałek jajka.
Cały posiłek zajął mi jakieś półgodziny. Nie byłam głodna, ale nie chciałam aby Ruth było smutno. Po posiłku odczekałam jeszcze kilka minut aż wszystko się uleży, w końcu wstałam i poszłam do toalety. Jutro mam sesję do tego magazynu, więc postanowiłam dzisiaj polatać po sklepach. Wyszłam około 11 z hotelu, a weszłam do niego z powrotem o 16. Nakupowałam masę ciuchów aby zapomnieć o tym.. tym.. panu. Spotkałam go, gdy siedziałam na kawie z jednych londyńskich kawiarni. Na całe szczęście on mnie nie zauważył. Wchodząc do pokoju rzuciłam torby w kąt i  włączyłam laptopa. Wstukałam facebook.com i zalogowałam się na swoje konto. Otworzyłam okno edycji aby wysłać mu prywatną wiadomość, i o to co do niego napisałam:
Jack.
No więc jak już wiesz nazywam się Jeanne.
To wszystko co napisałam. Siedzę i gapię się w monitor, nie wiedząc co napisać i jak napisać. Nie napiszę dzisiaj do niego. Nie chcę mi się, zastanawiać nad tym jak mam formułować każde zdanie do tego typa.
Resztę dnia mam zamiar spędzić przed jakąś książką. No chyba, że będę miała wenę i coś napiszę do niego.
Chciałam wam powiedzieć, że w tygodniu nie będzie żadnej notki - sprawy osobiste. Może wieczorami coś skrobnę. Zobaczymy jak będę się wyrabiać.
Jeanne Goudreau
EDIT: Hmm... no tak moje sprawy osobiste - na prawdę osobiste. boję się wam powiedzieć...

jesteśmy lekko do tyłu.

No tak. Właśnie przed chwilką wybiła nam północ - czyli już jest niedziela a ja nadal jestem w trakcie opisywania soboty. Jakoś nie mogę usunąć, i dlatego postanowiłam dokończyć sobotę żeby jutro było tylko dla jutra.
Co to ja? Aha... no tak. Zastanawiałam się co mam z tym typem zrobić. Jeśli go nie odrzucę, to może ciągle wysyłać zaproszenia. Jeśli go zaakceptuję to może ciągle do mnie pisać. Ja w ogóle nie wiem kim on jest. Nie wiem czym się zajmuje. A jeśli ona porywa 18-latki? Nie, no.. za dużo kryminałów się naoglądałam. Podeszłam do laptopa i go odpaliłam. Na wszelki wypadek, gdy komputer się włączał postanowiłam jakoś doprowadzić się do ładu, gdyby Jack a właściwie pan Jack chciał ze mną na skype rozmawiać. Nie zajęło mi to dużo czasu - wystarczyło nałożyć trochę fluidu, usta przemalować szminką i oczy tuszem - naturalnie. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Usiadłam do stolika i odpaliłam przeglądarkę. W między czasie wyłączyłam telewizor - bo na pieniądzach też nie śpię, a nie chcę mieć dużego rachunku jak stąd wyjadę. Włączyłam jakieś radio i w google wpisałam facebook.com. Zalogowałam się, odpisałam kilku znajomym co tam u mnie, jak minął mi sylwester i nadszedł ten czas aby zaakceptować zaproszenie od trzydziestolatka. Klikam akceptuj i wchodzę na jego profil. Jest niedostępny. Z jednej strony mi ulżyło, ale z drugiej tą rozmowę chciałam mieć za sobą. Sprawdzam jeszcze swój e-mail, i ponownie wchodzę na fb.
- Hej Jeanne :* - pojawiło mi się w aktualnościach. Tak, Jack Button zalogował się. Przełknęłam głośno ślinę i odpisałam - Dzień dobry, panie Button. - chciałam tak oficjalnie.
- Wczoraj ci mówiłem - nie żaden pan. Jack :).
- Owszem wspominał pan coś o tym. Ale wolałabym abym mówiła do pana, no pan :)
- Dlaczego? Czy zrobiłem coś złego?
- Nie, nie. To ja raczej coś złego zrobiłam, ale nie chcę na ten temat rozmawiać. - zastanawiałam się czy powiedzieć mu, że mam 18 lat. - No, maleńka. To o co chodzi? - maleńka!? Co to ma znaczyć?!
- Nie uważa pan, że powinniśmy najpierw się bliżej poznać? - zapytałam. Muszę się dowiedzieć kim on jest. Muszę wiedzieć, na ile mogę sobie pozwolić pisząc z nim. O ile będę jeszcze pisała.
- Naturalnie. Gdzie, kiedy i o której chcesz się spotkać? :* 
- Chodziło mi raczej o podstawowe informacje, niż o spotkanie. :)
- Ah.. głupek ze mnie. Podeślę Tobie nieco później jakieś krótkie info mnie. Teraz muszę iść - nie chcę, ale muszę. Mam spotkanie z klientem. Mam nadzieję, że do zobaczenia Jeanne :**
- Czekam. Pa
No tak. Chwilę pisałam i już teraz mogę stwierdzić, że nasze rozmowy ( o ile one będą), nie będą za ciekawe. On za bardzo będzie chciał się do mnie zbliżyć, ja natomiast będę próbowała jak najdalej być od niego. Dzwonek od skype. Samantha - moja najlepsza przyjaciółka, do mnie dzwoni! Jak się cieszę, nareszcie będę mogła się wyżalić i opowiedzieć o swoich problemach.

Droga Jeanne :*
Prosiłaś mnie o kilka informacji na mój temat. Więc jak już wiesz nazywam się Jack Button i mam 27 lat. Jestem typowym londyńczykiem i  uważam, że nie ma lepszego miejsca na świecie jak Londyn i Anglia. Co nie znaczy, że nie lubię poznawać kultury innych krajów. I właśnie to jest jednym z moich hobby - podróżowanie. Nie chcę się chwalić, ale zwiedziłem prawie cały świat - poza i Azją. Azja to duży kontynent i wolałbym te kilka tygodni spędzić w miłym towarzystwie - może chciałabyś wybrać się ze mną? Lubię także fotografię. Szczególnie krajobrazów, i tutaj również nie chciałbym się chwalić ale kilkanaście moich zdjęć trafiło do albumów poświęconych właśnie krajobrazom, różnych kontynentów. Na co dzień jestem doradcą finansowym. Praca nie jest moją pasją, no ale postanowiłem spełnić ostatnią wolę mojego ojca. Od dwóch lat jestem sam. 
Twój Jack
PS. Może teraz ty opowiesz mi nieco o swojej osobie?
Krótko i na temat. Nie wiem po co dodał informację o tym, że jest sam - pewnie chciał mnie zapewnić, że nic nie stoi nam na przeszkodzie w byciu razem. Trochę mi zwraca jak pomyślę sobie, że mogłabym być razem. Ale do rzeczy - nie mogę mu pokazać ani tyci szansy. Żeby sobie nic nie pomyślał. Muszę tak formułować swoje wypowiedzi żeby wiedział, że jest dla mnie tylko znajomym. Nie mam ochoty mu odpisywać. Napisał o 22.48 i myśli, że ja mu teraz o tej godzinie będę opisywała "swoją osobę". Jutro coś mu napiszę. Będę musiała uważać.
Na sobotę było by tyle, jeśli chodzi o pana Buttona. Po tym jego liście zamknęłam lapca i poszłam wgramolić się do łóżka, jednak nie usnęłam - dlatego ta notka jest moim dziełem o tej porze.
A zmieniając w ogóle temat - nawet nie wiecie co mnie tak raduje. Czytanie waszych komentarzy. Wczytuję się we wszystkie dokładnie, nawet jeśli je już czytałam z kilka razy. Naprawdę, nie wiecie jak mi to dodaje humoru.
Jeanne Goudreau

sobota, 1 stycznia 2011

2011 - co nam przyniesie? dokończenie.

Siedziałam pod tymi drzwiami dobre kilka minut. Po raz pierwszy, i właściwie nie wiem czemu - bałam się mężczyzny. Nie wiedziałam dlaczego. Może to ta różnica wieku? W końcu to było jakieś 10 lat. W końcu musiałam wstać spod tych drzwi. Przebrałam się w dresy, włączyłam laptopa i piłam jakiś sok. Szczerze mówiąc, to siedziałam przy komputerze bez celu. Ot tak, by zabić nudę. Tak jak przypuszczałam impreza na dole trwała mniej więcej do 3 nad ranem. Miałam już wyłączać, ale coś mnie tchnęło i postanowiłam sprawdzić jeszcze fb. Miałam jedno zaproszenie. Klikam na wiadomość i oczom nie wierzę. Jack Button znalazł mnie na facebook'u i mnie zaprosił. Waliłam się w czoło, powtarzając sobie, czemu podałam swoje prawdziwe dane. Postanowiłam się z tym przespać i na razie nie akceptować jego zaproszenia.
Poszłam do ubikacji, zmyłam makijaż i przebrałam się w koszulę. Przeszłam do sypialni żeby w końcu odejść do krainy morfeusza. Nawet nie wiem kiedy usnęłam. Obudziłam się około 12 ze strasznym bólem głowy i zaschniętym gardłem. Pierwsza myśl - zimne piwo z lodówki. Podchodzę do małej lodóweczki w salonie, otwieram.. i jest. Ostatnie. Nawet nie wiecie jak mi ulżyło.. tego mi brakowało.  Po moim śniadaniu to właściwie nic nie robiłam. Gapiłam się głupio w telewizor zastanawiając się co zrobię z tym facetem.
Jeanne Goudreau

2011 - co nam przyniesie?

Tak jak sobie obiecywałam - zeszłam na dół około godziny 23:30. Miałam na sobie małą czarną od Chanel, buty od Armaniego i kopertówkę od Dolce&Gabbany. Włosy upięłam w kok i zeszłam na dół, do sali balowej. Było dużo osób, żadnych znanych (przynajmniej ja ich nie znałam) - tylko bogaci londyńczycy. Na takich wyglądali. Podeszłam do baru, i zamówiłam jednego drinka. Nic specjalnego - na takie rozluźnienie. Usiadłam przy barze, a barman podał mi martyni. Zaczęłam powoli sączyć alkohol. Cały czas będąc twarzą w stronę baru. Będąc w połowie drinka podszedł (raczej do mnie) pewien mężczyzna i zapytał:
- Czy tutaj jest wolne?
- Tak, przynajmniej ja nikogo nie widziałam. - powiedział z uśmiechem, żeby nie było, że tak na prawdę nie interesuje mnie ten facet. Chociaż? Jestem sylwester. Mogłabym sobie z kimś poflirtować, skoro w Londynie będę nie dłużej niż kilka dni - za nim zrobią mi sesję. Ale ów mężczyzna wcale nie był w moim typie. Taki elegancik, z włosami ulizanymi. Na oko wyglądał na 30 - 32 lata. Skóra była dobrze oczyszczona, aczkolwiek miał lekkie kurze łapki. Oczy miał brązowe - a ja nie lubię tego koloru połączanego z czarnymi włosami. Chyba jedyne co mi się w nim podobało to jego dłonie. Nie były wielkie, tak jak u innych mężczyzn. Te również były wypielęgnowane, a paznokcie opiłowane starannie. Widać - dba o siebie i jest pewny siebie.
- Czy mogę zaproponować pani drinka? - zapytał z szelmowskim uśmiechem, mierząc mnie wzrokiem. No hmm.. dlaczego nie?
- Może pan, ale nic mocnego. - uśmiechnęłam się i wskazałam ruchem głowy, na mój pusty kieliszek po martini.
- Barman martini dla tej uroczej damy, a dla mnie wishky z lodem. - powiedział, tak stanowczo i z szarmanckim uśmiechem. Brakowało jeszcze tego, aby przy uśmiechaniu święciły mu się zęby, jak to w kreskówkach bywa.
- Dziękuję - odpowiedziałam barmanowi, który postawił świeżo zrobione drinki. Odwróciłam się w stronę mężczyzny, żebyśmy mogli prowadzić jakąś rozmowę.
- Co taka piękna kobieta robi sama w sylwester? - zapytał pierwszy.
- No cóż, pracuję - odpowiedziałam - zeszłam tylko na chwilkę by zobaczyć co się tutaj dzieje, no i spotkałam pana - powiedziałam mu lekko flirtowanie - jak szaleć to szaleć!
- Ale jaki pan? Mam na imię Jack, Jack Button, miło mi panią poznać. - pocałować mnie w rękę, mówiąc te ostatnie zdanie. Hmm.. miło mi było, na prawdę. Ale czy on nie widzi, że ja mam dopiero 18 lat!? Że jestem młoda?! Czy tego po mnie nie widać?!
- Jeanne Goudreau, mi również jest miło. - wcale nie było. Doszłam do wniosku, że mogę z nim skończyć w łóżku jeśli tylko wypiję kilka drinków (no oprócz szampana, go muszę wypić, to aż tradycja), a wcale tego nie chciałam. Uświadomiłam sobie, że chcę do swojego pokoju. No tak za 5 minut 12. Musiałam zostać.
- Jeanne idziemy świętować 2011 rok? - zapytał, wstając i podał mi rękę abym mogła zejść z krzesła. Wyszliśmy na taras, gdzie wszyscy się zbierali i czekali na odliczanie do północy. Kelnerzy chodzili i roznosili kieliszki szampana. Jack wziął dla nas obydwóch i również czekaliśmy na rok 2011. Wszystko odbyło się normalnie, tak jak zawsze. Po jakiś 10 minutach bycia w nowym roku powiedziałam do trzydiosetolatka:
- Przepraszam, muszę iść do toalety.
- Dobrze, będę na Ciebie czekał przy bufecie - powiedział do mnie, i odszedł w stronę, tego bufetu. Z sali wyszłam normalnie - tak jakbym chciała udać się faktycznie do toalety. Jednakże poszłam do recepcji.
- Yym, przepraszam panią - zaczęłam.
- Tak Madame? - odpowiedziała recepcjonistka przeglądająca jakieś papiery.
- Jeśli ktoś by się pytał o Jeanne Goudreau, np. jaki ma numer pokoju, czy można połączyć z nią - proszę nikomu nie podawać żadnych danych, dobrze? - próbowałam powiedzieć, jak najbardziej naturalnie, ale chyba mi nie wyszło.
- A czy coś się stało? - zapytała, lekko zaciekawiona.
- Nie, nic się nie stało. Po prostu - chcę mieć święty spokój.
- Dobrze.
- Dziękuję i wszystkiego najlepszego w 2011 - odpowiedziałam, już idąc w stronę widny. Gdy tylko weszłam do pokoju zatrzasnęłam drzwi i osunęłam się pod nimi, jakbym chciała pilnować żeby nikt przez nie, nie wszedł.

Jeanne Goudreau

piątek, 31 grudnia 2010

osobiste refleksje #3

Wróciłam z castingów i dostałam się! Jestem strasznie wykończona, bo stać dwie godziny w kolejce to nie jest taka prosta rzecz. Piję kolejnego Redbulla, bo nie mam na nic siły. Okazało się, że Ruth jedzie do Dover, żeby dopilnować swoich wnuków. Więc będę sama. Dzisiaj się okaże czy mam dość silną samowolę, bo na dole, w sali balowej będzie zabawa.Więc raczej nie będę dzisiaj spała - przynajmniej do 3 rana. Może zejdę na chwilę, chociaż na kieliszka szampana gdy będą odliczać. Pokażę się, chwilę pogadam z jakimś osobami i pójdę do siebie. Może pogadam sobie z kimś z facebook'a albo na skype. A co do castingu - dostałam się na sesję do jakiegoś magazynu - szczerze? Nawet nie pamiętam nazwy. Muszę coś mieć, bo nie będę miała za co żyć :D
Ktoś z komentarzy napisał - "dasz radę z postanowieniami. Idź do kosmetyczki, fryzjera" - ja chodzę. Jestem zadbana. Nie zapuszczam się, tylko jak każdy mam swoje hm.. uzależnienia :)
Na razie nie wiem co jeszcze wam mogę napisać.. - jak macie jakieś pomysły, to piszcie :)
Jeanne Goudreau

#4

Dzięki za +900 odwiedzin i 32 obserwatorów :) Zapraszajcie ludzi, zapraszajcie. Bo im jest nas więcej tym lepiej. Dzisiaj wstałam, jest dopiero 11 w Londynie. Mam uczucie senności, ale nie mogę zasnąć. Na szczęście okres jakoś ustąpił i jest mi o wiele lepiej, więc dzisiaj mogę iść na castingi. Muszę przejrzeć, gazety gdzie one są i hm.. na jaki temat :D To i pewnie dłużej w Londynie zostanę.
Na drugi dzień, czyli w piątek miałam wiele wiadomości na swojej skrzynce, że jaka ta impreza była boska itd. cieszyłam się z tego, no bo jak się nie cieszyć skoro tylu ludziom się podobało? Na skrzynce miałam ponad 300 wiadomości i oczywiście na wszystkie musiałam odpisać. Najczęściej robiłam ctrl + V zmieniając zaimki na on/ona. W ogóle nie wspomnę już ile wiadomości miałam na http://copainsdavant.linternaute.com/. Tam miałam ponad 500, i to jeszcze wiadomość + zaproszenie. Cały dzień siedziałam przed komputerem i klikałam wyślij. Heh nawet mi się to podobało, i już nie mogłam się doczekać kolejnej takiej imprezy. Około19 zaczęłam sprzątać pokój, bo miałam straszny syf, a moja mama za bardzo nie lubiła bałaganu pod swoim dachem. Gdy wieszałam swoją sukienkę do garderoby wyleciało spod niej opakowanie papierosów. Przypomniało się, jak fajnie się po nich czułam. Więc schowałam je do szuflady, żeby nikt ich nie znalazł. Posprzątałam cały pokój. Nie było tak źle - nie licząc wielu rzeczy, t.j pomadki, szminki, błyszczyki, tusze, podkłady etc. Trzeba było odkurzyć, umyć okna. Właściwie to wszystko zajęło mi jakąś godzinkę, bo około 20 byłam już gotowa. Wiedziałam, że jak się pali, to od tej osoby czuć tą nikotynę. Postanowiłam, że pójdę do sklepu i zaopatrzę się w gumę do żucia. Nikt jakoś nie zauważył, że jestem trochę podekscytowana. Poszłam do swojego pokoju, podeszłam do szafki nocnej, gdzie papierosy leżały tak jak je zostawiłam i poszłam z nimi do łazienki, po czym zamknęłam drzwi na zamek, otworzyłam szeroko okno i wyciągnęłam jednego skręta, że tak się wyrażę. Zrobiłam dokładnie to samo co poprzedniego dnia. Po wypaleniu spłukałam go, zaczęłam żuć gumę, a toaletę wypsikałam jakimś perfumem - zresztą zawsze tak robię, po tej. hmm grubszej sprawie :D.
Zeszłam na dół do mamy gdzie oglądała "Plus belle la vie". Przyłączyłam się do niej, bo lubiłam ten serial. Mama nic nie poczułam - to dobrze. Zobaczymy jak inni z rodziny.
O kurde! Jest już 12:38, a ja muszę lecieć na casting! Trzymajcie za mnie kciuki :)
Jeanne Goudreau

czwartek, 30 grudnia 2010

osobiste refleksje #2

Jestem taka podekscytowana!
Jest mi bardzo miło, że tak piszecie o moim blogu. W ogóle nie wiedziałam, że to wypali, a jednak czasami warto wierzyć w marzenia, chociaż chciałabym aby było nas tutaj +100 :D. To będzie już 5 post dzisiaj, ale ja chcę do was pisać, mam taką chęć - jak nigdy. Tak sobie siedzę w fotelu i oglądam jakiś serial, aż nagle przypomniało mi się, że jutro jest sylwester i koniec roku 2010. Jakie macie plany na koniec roku? Gdzie go spędzacie? Ja na pewno zostaję w domu - nie chcę znowu iść do ośrodka odwykowego. Ogółem bardzo chciałabym iść na jakąś imprezę,ale przeważnie kończy się to tak, że ktoś nieznajomy odprowadza mnie pod dom, lub po prostu tymczasowe miejsce zamieszkania, bo ja sama jestem zawsze upita a czasmai nawet naćpana. Ale nie o tym teraz :) Ten rok nawet wspominam dobrze - dostałam dobrze płatną pracę, byłam tylko na 3 imprezach gdzie byłam spita i naćpana. To były naprawdę imprezy na których musiałam iść, więc sami rozumiecie. Moje postanowienia noworoczne?
  • nie palić
  • nie pić
  • brak używek
  • pogodzić się z rodzicami
  • być bardziej ambitna
Zastanawiam się czy nie kupić biletu do Paryża, do mojego domu ale obawiam się, że jak zostanę sama to będę się nudzić i pójdę na jakąś imprezę, a tutaj przecież jest Ruth. Chyba lepiej jeszcze zostanę tutaj, w Londynie.
Jeanne  Goudreau

EDIT: Dwie dziewczyny zadały mi pytania.
1. Mam 18 lat.
2. Nagłówek jest zainspirowany moim wyglądem.
EDIT 2 : Wiem, że to aż sztuczne, ale jestem naprawdę podekscytowana. Chciałabym wam wszystko opowiedzieć, opisać. Ale nie uważacie, że 5 postów jak na jeden dzień to trochę za dużo? :)

coś innego - osobiste refleksje

Wzięłam jakieś świństwo położyłam się i usnęłam. Teraz mi jest o wiele lepiej, przynajmniej brzuch nie boli. Przed sobą mam laptop, ale to chyba oczywiste :), no a za laptopem stoi herbatka ziołowa pani Ruth, którą zrobiła specjalnie dla mnie i piwo. Nie wiem co mam wybrać... Ale brałam leki to chyba nie powinnam była pić teraz piwa. Ale jest tak zimne.., widzę jak woda ocieka po butelce. Nie, powstrzymam się i wezmę wypiję herbatę. Ale wy nie wiecie kto to jest pani Ruth. To taka osoba, która pracuje i mieszka w hotelu w Londynie (bo ja cały czas jestem w Londynie, jakby ktoś nie wiedział), w którym zawsze się zatrzymuję gdy tylko jestem tutaj. Można powiedzieć, że Ruth jest moją londyńską opiekunką. Gdy coś mi dolega pomaga mi, a także gdy mam problemy. Właściwie jest jak druga matka.
Poczekajcie, muszę iść na papierosa.., muszę!
Ah.. jaka ulga. Teraz od razu lepiej. Co ja to chciałam? Ah no tak.. nigdy bym nie pomyślała, że pisanie hm..pamiętnika będzie taką fajną zabawą a jednocześnie oczyszczaniem swojego sumienia. Miło jest gdy ktoś cię słucha, lub chociaż czyta twoje monologi, które obrazują jaką jestem osobą.
A teraz mała prośba do was kochani - bardzo proszę o komentarze pod notkami, bo to bardzo mi pomaga i mam motywację żeby pisać. Czuję się lepiej jak więcej osób jest ze mną i przeżywają to wszystko ze mną, bo chociaż to wszystko działo się tak dawno, to jak o tym piszę nadal targają mną uczucia.
Jeśli uważacie, że więcej osób powinno czytać moje perypetie to na samym dole lub w zakładce pomoc jest banner bloga. Chyba wiecie dalej co z tym zrobić :)
Jeanne  Goudreau

#3

Cholera! Okres dostałam... Byłam dzisiaj umówiona na casting, ale nie pójdę tam. Pierwszego dnia, tak mnie brzuch boli, wymiotować mi się chcę i głowa mnie boli. Jeszcze fajki mi się skończyły, a nie chcę mi się nawet zejść na dół do baru i je kupić. Po co w ogóle kobietą okres? Czy rodzenie dzieci nie mogłoby się odbyć bez niego? Chciałabym powrócić do czasów kiedy miałam 11 lat, do czasów kiedy jej nie miałam. A właśnie...

1.04.2004 skończyłam 12 lat. Siostra mi nagadała, że to jest wiek, gdzie dziewczynka przechodzi w nastolatkę i pomyślałam, że wszyscy to muszą widzieć. Poprosiłam rodziców o wynajęcie jakieś fajnej sali i zaczęłam wszystko przygotowywać. Co prawda większość roboty szybko mi się nudziła i wszyscy musieli po mnie robić. Z tego co pamiętam to było chyba pół miasta i to tylko dlatego by się najeść. Sala miała kształt kwadratu, wymiarowo to chyba 80x80, a zresztą nie pamiętam dokładnie. Pomieszczenie zostało ozdobione tak żeby przypomniało wielki domek do lalek. Ten mój domek do lalek sama zaprojektowałam chyba, jeszcze miesiąc przed moimi urodzinami. Byłam strasznie podekscytowana. Miałam wtedy na sobie oczywiście różową sukienkę, taką, że każda księżniczka by mi zazdrościła. Teraz myślę, że mogłabym uczestniczyć w programie My sweet 16 12 na MTV. Tort był ogromny i oczywiście różowy. Można by nim nakarmić cały Paryż i jeszcze by zostało. Po całym tym obrządku (sto lat, przywitanie wszystkich gości, prezenty (nie w tej kolejności)) ludzie robili co chcieli. Nie było żadnych zamieszek, no ale byli różni ludzie i różna atmosfera w różnych częściach sali.
Wypiłam bardzo ogromną ilość ponczu (tak, różowego), więc w końcu musiałam iść do toalety. Weszłam do kabiny, zrobiłam co trzeba, wstając zobaczyłam pewne pudełko przyklejone na drzwiach toalety. To były papierosy. Pomyślałam sobie - skoro mam urodziny, to mogę. Co mi nie wolni?! W moje urodziny? Oderwałam opakowanie i zajrzałam do środka. O dziwo były tam papierosy i zapalniczka. Wyciągnęłam powoli nikotynę zawiniętą w białym papierku z żółtą końcówką na końcu, odpaliłam zapalniczkę i jest! Zapaliło się. Wzięłam głęboki wdech i przyłożyłam papierosa do ust. Zaciągnęłam się. Za pierwszym razem zakrztusiłam się dymem, ale za drugim razem poszło o wiele sprawniej. Zgasiłam go, wrzucając do ubikacji i spłukując. Pudełko z papierosami i ogniem włożyłam sobie pod sukienkę. Wyszłam z toalety jakby nigdy nic i zaczęłam od nowa się bawić z Christophe - chłopakiem,któym kochłam się od 1 klasy podstawówki.
Impreza skończyła się około 1 w nocy. Ja już prawie spałam, tylko nie liczni się jeszcze bawili. Wróciłam do domu wraz z rodzicami i siostrą. Dalej nie pamiętam co się ze mną działo. Chyba poszłam spać, chyba...
Jeanne  Goudreau