sobota, 29 stycznia 2011

Tak jak pisałam wcześniej - lot miałam o 3 w nocy. Nie miałam zamiaru się spóźnić - nie chciałam tutaj dużej być. Dlatego na lotnisku czekałam już około 2. Wybaczcie mi - ale nie mam zamiaru opisywać tego wszystkiego co działo się przed wejściem na pokład samolotu. Normalna odprawa xdd - nic specjalnego. Miałam miejsce przy oknie - jeszcze tego brakowało. Chciałam naprawdę stąd wyjechać, ale nic mi tej sprawy nie ułatwiało. Tutaj przecież się wychowałam.. no wiecie. Chciałam zapomnieć o tym co łączy mnie z Paryżem, Francją a tu nagle będę musiała patrzeć na całe miasto z lotu ptaka - bałam się. Czego? Że krzyknę aby samolot zawrócił. Tak strasznie się bałam..
- Proszę pani?
Jakiś damski głos szumiał mi w uszach. Ta sama osoba, chyba szturchała mnie. Nie wiedziałam co się dzieje. Powoli otworzyłam jedno oko, potem drugie. Nadal byłam w samolocie. Za oknem nie było już mojego Paryża, mojej Francji. Była tylko woda. Po mojej lewej stronie patrzyła na mnie ze strachem w oczach jakaś pani. Na oko miała 30 - 35 lat. Nie wiedziałam o co jej chodzi.
- Eeem, przepraszam. Która godzina? - zapytałam, tylko to co mi przyszło na myśl.
- Jest dziesięć po siódmej (7.10).
- Ile jeszcze będzie trwał lot? - zapytałam lekko zdezorientowana.
- Jakieś 5 godzin.
- Oh - wyrwało mi się - czy coś się stało?
- Miała pani prawie cały czas koszmary, tak myślę. Coś pani mamrotała pod nosem, że czegoś pani nie chce, no a przed chwilą krzyczała pani. - ona, była nadal zdenerwowana. Nie pamiętam żeby coś mi się śniło. Mam pustkę w głowie.
- Tak bardzo mi przykro.
- Ale za co, kochanie? Że miałaś koszmary?
- Aaam, no chyba tak.
- Nic się nie stało. Chciałam po prostu przerwać twoje cierpienia.

niedziela, 23 stycznia 2011

USA, Ameryka, Nowy Świat czy też Stany

- Jesteś tego pewna Jeanne? - zapytała Sam pakując moje rzeczy do kartonów.
- Jak nigdy.
- Ale.. no pakujesz swoje wszystkie rzeczy. Nie zamierzasz już tutaj wrócić? - kolejne pytanie z ust mojej przyjaciółki, która była teraz lekko zdenerwowana ale i zmartwiona.
- Samanta.. Ja tutaj już nie mogę żyć. Nie wiem czemu, ale czuję się na uwięzi. Będę do ciebie przyjeżdżać, co ty na to?
- Ale i tak to nie będzie to samo. To co kiedyś..
- Wiem.. przepraszam.
- Nie masz za co przepraszać głuptasie! To twoje życie i skoro chcesz pojechać do Ameryki to nikt cię nie zatrzymuje.
- Tak, ale mi teraz głupio. Po tym wszystkim co dla mnie zrobiłaś.. zawsze byłaś przy mnie a teraz ja wyjeżdżam sobie i to być może już na zawsze.
- Ale mówiłaś, że będziesz tu przyjeżdżać.
- No tak. Ale wiesz.. może raz na rok. To nie jest jak stad to Londynu czy Niemiec. To jest zupełnie co innego. Ja jadę na nowy kontynent.
- Jeanne nie dobijaj mnie, dobrze?
- Oh.. Sam.. na prawdę jest mi głupio ale więcej czasu tu nie mogę zostać. Duszę się.
- Mówiłam ci wcześniej, że to twoje życie i tylko ty decydujesz co z nim zrobisz. - nie zgadzałam się z nią w tej kwestii.
Zapadła niezręczna cisza. Nie miałam zamiaru jej przerywać. Chciałam jeszcze o tym przemyśleć - chociaż teraz to już za późno patrzeć na wszystkie "za" i "przeciw".
Wszystko już było spakowane. Zostały mi najdrobniejsze rzeczy, które sama mogę spakować, bez pomocy osób trzecich. Sam poszła i zostałam sama pośród kartonów i walizek. Samolot miałam na 3 w nocy, więc jeszcze trochę czasu mi zostało. Na podróż wybrałam strój w którym oprowadzałam Jacoba po mieście. Mieszkanie miałam na wynajęcie. Poprosiłam znowu Sam by mnie wymeldowała z niego gdyż ja sama nie będę miała czasu. Mam nadzieję, że uda jej się. Nie chcę tutaj wracać tylko po to by podpisać jakiś durny papierek. Około 19:30 postanowiłam zadzwonić do Samanthy.
- Halo Sam?
- Hej Jeanne. Masz jeszcze jakąś sprawę do mnie? Pomóc ci w czymś?
- Jedź ze mną do LA.

sobota, 22 stycznia 2011

kurde no

Kurde.. muszę się spiąć i zacząć pisać regularnie - bo jeszcze stracę czytelników. A przecież nie o to mi chodzi. Dobra.. a więc kontynuacja poprzedniej notki.

W końcu podeszłam do kasy i zapłaciłam. Było mi tak głupio. Wszyscy się na mnie patrzyli jakbym nie wiem co zrobiła. Chciałam jak najszybciej wyjść z tego pomieszczenia i wejść do domu. Ale jeszcze przedtem chciałam ochrzanić Jacoba. Bo tak naprawdę to wszystko jego wina. Co on sobie myślał? Dobra.. zgubił telefon ok, no ale wiedział gdzie mieszkam. Może nie znał francuskiego na tyle dobrze by zapytać się o mnie, no ale miał kumpli - a ci (z tego co mi mówił) dobrze znali ten język. Czy mogę mu wybaczyć? A zresztą co ja gadam?! Jakie wybaczyć? Przecież on nic nie zrobił. Jesteśmy tylko znajomymi, którzy poznali się przypadkowo w klubie i jedna ze stron oprowadziła drugą po mieście. To tylko znajomość i nic więcej, więc dlaczego tak często o nim myślałam? Czy miałam prawo? A może miał dziewczynę? I może traktował mnie tylko jak znajomą? Przecież właściwie powinien mnie tak traktować, tylko czy ja mogłam go tak samo traktować? Już nic nie wiedziałam. Po odejściu z kasy wyjęłam z torby długopis, bo dobrze wiedziałam, że Jacob do mnie podejdzie. Tak jak przypuszczałam - podszedł. Wzięłam jego dłoń i ponownie zapisałam swój numer.
- Jak chcesz, możesz napisać lub zadzwonić.
Powiedziałam oschle i poszłam w stronę domu. Wcale mnie nie wołał. Chciałabym się odwrócić i zobaczyć jego minę, jego reakcje. Ale nie mogłam, mój honor i moja godność na to nie pozwalały. Skoro tak do niego się zwróciłam, nie mogłam się na niego patrzeć. Nie po tym co mi zrobił. Cholera! Przecież to nikt ważny w moim życiu. To tylko znajomy. Tak, to tylko znajomy.
Weszłam do domu i rzuciłam się na kanapę cała zapłakana. Nawet zapomniałam o głodzie. Czemu on tyle dla mnie znaczył? tego nie wiedziałam. Przez  cały piątek robiłam to samo. Samantha nadaremnie próbowała mi poprawić humor. Za wszelką cenę chciała mi pomóc. Więc wychodziła z Maxem, karmiła mnie i nie próbowała pocieszać.
Dzisiaj wieczorem jest mi o wiele lepiej, zresztą po piwie zawsze jest mi lepiej.
Postanowiłam  - wyjeżdżam do stanów.

czwartek, 20 stycznia 2011

nie wiedziałam...

W pierwszej chwili serce zabiło mi tak mocno, że myślałam iż zaraz odczepi się od mięśni i wyjdzie z mojej klatki piersiowej. Z drugiej zaś strony stałam nieruchomo i nie mogąc zrobić żadnego kroku, ruchu. Nawet oddychać nie mogłam - tak byłam sparaliżowana. Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć - co więcej bałam się. Nie wiedziałam czy jestem czerwona - a jeśli byłam, to mógłby mnie zobaczyć taką po dłuższym okresie nie widzenia się? Obawiałam się tego co mam mu powiedzieć. W pierwszej chwili chciałam na niego nakrzyczeć i wykrzyczeć wszystko co mam do jego osoby i jak o mnie potraktował. Ale też nie chciałam go skrzywdzić.
- Hej. - powiedziałam, będąc nadal do niego tyłem.
Odwróciłam się powoli. W końcu zobaczyłam jego twarz i jak bardzo się zdziwiłam! Była taka.. strasznie ciemna - jeszcze ciemniejsza niż wtedy jak pierwszy raz się spotkaliśmy. A może ma nadal taką samą karnację? Tylko ja nie przyglądałam mu się aż tak dobrze.
Przytulił się do mnie.
- Oh Jeanne! Jakby się dawno nie widzieliśmy! Bardzo przepraszam, że nie dzwoniłem, no ale.. Zgubiłem telefon. A nigdzie indziej nie miałam twojego numeru. Już myślałem, że nigdy się nie spotkamy! - mówił to z takim entuzjazmem.. Dosłownie jak małe dziecko, które dostało wymarzoną zabawkę. Nie wiem czemu, ale odwzajemniłam uścisk. Co więcej - ja tego chciałam.
- Ja myślałam, że nie podobało ci się ze mną i.. i.. po prostu mnie eee.. olałeś.
Żadne z nas nic nie powiedziało. Staliśmy i się na siebie patrzyliśmy, nie zważając na nic a ni na nikogo. W końcu ludzie zaczęli odchrząkiwać, a sprzedawczyni zaczęła mnie wołać bym podeszła do kolejki.

Z góry przepraszam, że notki są takie krótkie - wchodzę na komputer zaledwie na 30 minut dziennie, a nie tylko bloga mam na głowie. Zrozumcie mnie :D

środa, 19 stycznia 2011

w końcu!

Poniedziałek, około 12
Wstałam i pierwsze co zrobiłam to otworzyłam lodówkę - była całkowicie pusta. No może po za kilkoma plasterkami szynki, która i tak była popsuta. Co miałam innego do roboty? Podreptałam do łazienki by zrobić coś ze mną - wcale nie wyglądałam źle (ja miałabym wyglądać źle? :P), no ale do sklepu nie pójdę przecież tak jak wyglądam po wstaniu z łóżka. Zrobiłam ze sobą to co ostantio robię sobie codziennie - nakładam fluid, oczy tuszem i błyszczyk. Włosy spięłam w kitkę. Ubrałam jakieś stare dżinsy, rozciągnięty T-shirt i poszłam w długą. Sklepu nie miałam za daleko, więc wcale się nie śpieszyłam. Weszłam, wzięłam koszyk i zaczęłam kręcić się w sklepie zastanawiając się na co będę miała ochotę przez kolejne dni. Wcale nie myślałam, że koszyk będzie cały zapełniony. Podeszłam do kasy. Nagle poczułam oddech na swoim karku.
- No hej Jeanne.
Gdy tylko wypowiedział te słowa od razu wiedziałam kto za mną stoi.

sobota, 15 stycznia 2011

przepraszam, i nie wiem co na to powiecie.

Dziewczyny.. przepraszam Was. Nie mam jakoś weny na pisanie. W głowie mam ciągle tylko TVD i Damona i jakoś nie mogę się skupić na pisaniu. Wybaczycie mi? Jutro spróbuję coś napisać, bo dzisiaj naprawdę nie jestem w stanie.

czwartek, 13 stycznia 2011

moje dni = nuda

Przepraszam, że tak dawno nic nie napisałam. Jakoś nie było o czym. Jacob obiecał do mnie napisać, niestety nie zrobił tego. Nie wiem dlaczego - może uważa, że jestem jakaś nieciekawa i nie warto ze mną napisać? Sama pierwsza nie napiszę, bo skoro chciałby ze mną popisać, no to by napisał, nie? Nie chcę być namolna. Zresztą przyjechał tutaj się zabawić z kumplami a nie do mnie. Do wtorku byłam taka przymulona - właśnie z tego powodu, że nie napisał. Wiem, że zamartwiam się chłopakiem, którego wcale nie znam no ale on jest taki uroczy <3. Na szczęście w pogotowiu była Sam - moja najlepsza przyjaciółka. Pomogła mi jakoś się pozbierać (chociaż nie wiem po czym. Po tym, że Jacob nie napisał?). A to zabrała mnie na zakupy, a to do kina. Pogadała ze mną. Jednak są jeszcze dobrzy ludzie na świecie :D. Jutro chyba znowu idę do Queen. A jeśli się okaże, że nie pójdę, to pościągam z neta Pamiętniki Wampirów <3, aa DAMON < 333. Haha, zachowuję się jak jakaś 14-latka :D (bez urazy), ale ja mam dopiero 18 lat! Mogłabym oglądać pamiętniki i sagę zmierzch całymi dniami - i by mi się to nie znudziło. Co ja mogę wam jeszcze powiedzieć? Na fb nawet nie zaglądam - boję się tyych wiadomości od Buttona. No ale w końcu będę musiała, no bo mam też tam innych znajomych, nie tylko tego Jacka. Yghr.. aż mi się nie dobrze robi, jak sobie o nim pomyślę. No. To wszystko co u mnie.
A co u Was? :D
Jeanne Goudreau

niedziela, 9 stycznia 2011

Jacob

Eh no tak.. piszę wam co robię z Jacob'em a wy moje drogie, w ogóle nie wiecie jak on wygląda.\
No więc Jake ma 19 lat i jest Amerykaninem. Ma takie niebieskie oczy. Mogłabym w nich utonąć - o ile już w nich nie utonęłam. A ich kolor.. tak jakby ocean, taki głęboki odcień. Jeszcze nigdy nie widziałam takich oczu. I jak on się patrzy.. to tak.. jakby całą twoją osobę pochłaniał w tym oceanie - nie zależnie, czy jest w dobrym humorze czy jest poważny. A jego uśmiech... nie wiem czy lepszy od oczu! Takie.. śnieżnobiałe zęby i ten jego uśmiech.. jak się śmieje, i te dołeczki! Jak się śmieje to ja bym chciała się śmiać razem z nim. Tak szczerze i tak pięknie. Włosy już takie sobie.. :D Brązowe - co prawda moje ulubione. Na żel je stawia i świeci :P Ale i tak super wygląda. A odcień jego skóry, jest też taki dziwny - taki śniady. Ale seksowny śniady, taki, że mam ochotę go zjeść - dokładnie jak czekoladę. A jeśli mówimy już o niej - dzisiaj piłam taką dobrą, gorącą z śmietanką.. palce lizać :D Dłonie ma duże - nie lubię tego. Ale co tam - przy takim uśmiechu i tych oczach?! Ma fajną szyję.. taką dobrze zbudowaną - hah, czy szyja może być dobrze zbudowana :D ?
I fajnie się ubiera.. - co jest mało ważne, ale to fajnie, że chłopak wie jak się ubrać :P
Z charakteru jeszcze nie wiem jaki jest. Na pewno wiem, ze jest miły i zabawny oraz umie się zachować :D

Jeanne Goudreau

sobota, 8 stycznia 2011

wycieczka po Paryżu.

Myślałam, że już się nie wyrobię na 12. Ciągle ktoś pisał, jak pisałam do innych a nie zajmowałam się sobą. Postawiłam na 100% naturalności - żadnej kobiecości, romansu. Na luzie. Nałożyłam tylko lekko fluid, oczy pomalowałam na takie ciepłe odcienie brązu, a usta musnęłam błyszczykiem. Na siebie ubrałam beżowy kardigan, turkusową koszulkę z jakiś napisem, rurki i conversy. Przez ramię przełożyłam jakąś ogromną torbę, do której powrzucałam portfel, dokumenty, małą kosmetyczkę i jakąś książkę - tak na wszelki wypadek. Włosy spięłam w kitkę, z grzywką zaczesaną do góry. Wychodząc weszłam jeszcze do garderoby po jakąś kurtkę (no bo zima w końcu, co nie?). Zamknęłam drzwi i zbiegłam po schodach, bo winda była popsuta.
Słońce było przysłonięte, lekko wiał wiatr - nawet dobra pogoda. Nie było za bardzo ciepło, ale musiałam dać radę, nie mogłam odpuścić Jake'owi. Zamachałam jakieś taksówce - o dziwo zatrzymała się za od razu pierwsza. Na miejscu byłam 10 po 12 (jakby ktoś nie wiedział o 12:10) i widziałam go, jak na mnie czekał. Wysiadałam z taksówki podając panu pieniądze i szłam w stronę Jacob'a. Nie wiedziałam czy jestem czerwona - mam nadzieję, że nie byłam. Przywitał się pierwszy.
- Oo hej Jeanne. - powiedział lekko zdenerwowany. No to super - wiem, że to nie jest dla niego byle jakie spotkanie.
- Hej Jacob. Przepraszam, że musiałeś tak długo czekać.
- Spoko, nic się nie stało.
- Dobra, więc gotowy do zwiedzania? Luwr, Place de l’Etoile i Łuk Triumfalny, Wieża Eiffla, Montmartre i okolice oraz Cmentarz Pere Lachaise.
- Ee.. trochę dużo. - powiedział lekko przerażony.
- Spokojnie, do większości będziemy dojeżdżać. 
- Oo.., no to super. Spróbuję się nie poddać - zaczął się śmiać i ja również.
- No dobra, to choć znajdziemy jakąś taksówkę. - poszedł za mną. Znowu szczęście - kolejna pierwsza taksówka zatrzymała się. - Dzień dobry, do Luwru proszę. Wsiadaj Jacob - zwróciłam się do mojego towarzysza. Taksówkarz włączył licznik, odpalił samochód i pojechaliśmy. Na miejscu byliśmy w niecałe 6 minut. Gdy zajechaliśmy na miejsce podałam pieniądze panu z taksówki.
- Jacob, ale Ty masz pieniądze? - zapytałam lekko podenerwowana, bo nie mam tylu pieniędzy aby płacić za niego, i za mnie a miałam do niego niespodziankę.
- No pewnie, że mam. Myślałaś, że przyjechałem tutaj bez kasy przy tyłku? - spojrzał na mnie z lekką ironią,ale przyjaźnie.
- Eee, przepraszam.
- Nie masz za co. Mam przy sobie sporo, więc mogę zaszaleć.
- Bo mam jeszcze do Ciebie niespodziankę, chociaż nie wiem czy ci się to spodoba. I sraczy ci?
- Jeanne na pewno. Mam jakieś 5000 euro. - WOW, dużo.. nie żebym takiej gotówki nie widziałam, tylko nie wiedziałam, że 19 chłopak z ameryki może mieć taką kasę. A może jest złodziejem? CO?! Nie mam zamiaru myśleć o takich rzeczach.
- Oo, no to dużo masz. Wchodzimy?
- Pewnie.
O 13:42 wyszliśmy z rezydencji francuskich królów. Następnie pokazałam mu Place de l’Etoile i Łuk Triumfalny, Montmartre i okolice oraz Cmentarz Pere Lachaise a na sam koniec zostawiłam wieżę Eiffla. I tak jak myślałam - to nią był najbardziej podekscytowany. Wjechaliśmy windą - bo nie miałam ochoty wchodzić po schodach. Gdy byliśmy już na szczycie...
- Chciałabyś się jutro spotkać? - zapytał lekko zdenerwowany.
- No pewnie.
- Oo, no to super, jeszcze do ciebie napiszę.
- Spoko. A teraz na niespodzianka - idziemy do Chez Clément!
- O.., no to fajnie. A co to jest? - zapytał lekko zdezorientowany.
- Haha - zaśmiałam się szczerze, naprawdę mnie to rozbawiło. - to jest taka restauracja. 10 minut drogi stąd samochodem. 
- Aha... restauracja.. no jasne. To dobrze, że wymyśliłaś tą niespodziankę bo na prawdę głodny jestem.
- No to chodźmy. - Zjechaliśmy na dół. Będąc na dole, właśnie włączyły się światła, które oświetlają Eiffel.
- Oo, teraz powinniśmy dopiero wjeżdżać a nie zjeżdżać. - zauważył Jake
- Taa - pociągnęłam go za sobą, i weszłam do pierwszej lepszej taksówki - Do Chez Clément, poproszę.
Zajechaliśmy do restauracji, weszliśmy i usiadaliśmy na swoje zamówione miejsca i dostaliśmy kartę dań.
- No to co chcesz?
- To co ty.
- Hahaha.
- Na prawdę.
- No dobrze.
Zamówiłam dla niego i dla mnie jakąś sałatkę. Chyba mu smakowało, bo zjadł wszystko.
- Dobre to było. 
- Na prawdę? Myślałam, że masz ochotę na McDonald'a.
- Hahaha, to stereotypy Amerykanina.
- Widać ty jeszcze jesteś inny.
- Ta.. - zadzwonił mu telefon.- Yhym, taa..no jestem zajęty. Spadaj. No, no.. do zobaczenia, taa. O czym to ja?
- Że jesteś inny.
- Aha no tak.
- A kto dzwonił? Przepraszam, że jestem bezczelna, ale wiesz raczej nie powinnam być twoim powodem, że z kimś nie możesz się spotkać.
- Kumple.
- No to nie wolno ich tak zostawiać. Przyjechałeś z kumplami - a nie ze mną. Powinieneś do nich iść.
- Na pewno nie będzie to ci przeszkadzać?
- Nie, nie. Na pewno. To chodź.
Zabraliśmy swoje rzeczy zapłaciliśmy i znowu zamówiłam taksówkę - o dziwo znowu zatrzymała się pierwsza, która jechała. Gdy byliśmy już pod moim mieszkaniem..
- Dzięki za cały dzień. - powiedział Jacob
- A gdzie tam cały dzień. Dopiero 17.
- Dla mnie cały.Wszystko było super. Jak by co, to do ciebie napiszę. - pochylił się moją stronę i pocałował mnie w policzek. Chyba się zarumieniłam. - Hah, zarumieniłaś się - a niech, mnie!
- Ee.., to.. pa - wybąknęłam i wszyłam z taksówki.
Pędem biegłam po schodach - winda nadal zepsuta. Otworzyłam drzwi i tak samo jak w Londynie osunęłam się pod drzwiami.Max (mój pies) podbiegł do mnie liżąc mnie po całej twarzy.
- No Max, Max.. spokojnie.
Zabrałam smycz, podpięłam do obroży i wyszłam z moim spanielem. Nie mogłam uwierzyć - pocałował mnie. Jacob mnie pocałował.Co prawda w policzek - ale niech mnie! Pocałunek. Nie wierzyłam, że takie coś się może stać.
Wróciłam do domu jakieś 40 minut temu i własnym ręką nie mogę uwierzyć. Napisałam taki dług teks w takim krótkim czasie - i to wszystko dla was ^^.
Jestem zmęczona, bo pierwsze co zrobiłam to włączyłam laptop i zaczęłam pisać. Wypisałam wam to co moim zdaniem było najważniejsze.
Jeanne Goudreau
 

 

piątek, 7 stycznia 2011

nowy chłopak!

W ogóle nie mam zamiaru odpisywać mu. Nie wspomnę w ogóle, ile dostałam do niego wiadomości, że przeprasza za to co zrobił itd. Teraz czuję do niego obrzydzenie i nie chcę o nim słyszeć. Miałam wczoraj napisać, ale mi się już nie chciało. Nudziłam się, cholernie się nudziłam. Pomyślałam, że pójdę sobie do queen - klubu, gdzie najlepiej się bawię - a przynajmniej bawiłam. Zastanawiałam się jak tam dotrzeć. Metrem czy taksówką. Wybrałam taksówkę - bo jest bardziej bezpiecznie. Jakoś zawsze bałam się metra - szczególnie wieczorem, bo nigdy nie wiadomo kogo tam się spotka. W klubie byłam około 21.40 - gdzie dopiero impreza się zaczynała. Nie byłam ubrana wulgarnie, a mimo to wszyscy się na mnie patrzyli. Miałam na sobie małą czarną - tą samą w której poznałam pana Buttona. Niebieskie szpilki i w takim samym odcieniu torebkę. Włosy miałam rozpuszczone i lekko pofalowane. Wyglądam normalnie - przynajmniej ja tak myślałam. Podeszłam do baru i zamówiłam jednego drinka. Wypiłam go - dosyć szybko i poszłam na parkiet tańczyć. Napatoczyłam się na kilku chłopaków, krótka wymiana zdań i spotkałam go..
Serce stanęło mi na chwilę, a ja patrzyłam się na niego jak osłupiała.
Podszedł do mnie i zapytał się czy może zatańczyć, skinęłam głową i zaczęliśmy tańczyć. Właściwie to tańczyliśmy tylko przez jedną piosenkę, bo jego koledzy podeszli do niego i porwali go. Spróbowałam go dogonić i zapisać mu swój numer - udało mi się. Nie byłam długo na imprezie, nie mogłam się skupić na innych. Myślałam tylko o nim. Po kilku minutach gdy on wyszedł, ja też wyszłam. Byłam w domu już o 22.30, położyłam się na kanapie i czekałam. Właściwie nie wiem na co. Około 23 zabrzęczał mi telefon. Nieznany numer.
- Cześć, z tej strony Jacob - chłopak z którym tańczyłaś. - serce zabiło mi mocniej.
- Hej. Fajnie, że napisałeś :) - chcę brzmieć jak najbardziej naturalnie. Nie chcę żeby wiedział, że on mi się podoba.
- Super tańczysz. Robisz to często?
- Dziękuję, ale nie sądzę żebym była jakąś dobrą klubową tancerką.
- Na serio jesteś dobra.
- No dobrze, dziękuję ;) Opowiesz mi coś o sobie?
- No dobrze. Jestem Jacob. Mam 19 lat - jest! Jest mniej więcej w moim wieku - i mieszkam w Kalifornii. Wczoraj przyjechałem z kumplami do Paryża by się zabawić. Teraz Ty ;)
- No cóż, ja jestem Jeanne. Mam 18 lat i tutaj się urodziłam. Oo.. w stanach. Ale ci zazdroszczę :P
- Nie ma czego :D  Czym się interesujesz? :)
-  Hm.. no interesuję się historią mody, Egiptu i ostatniej carskiej rodziny + gastronomia + dziennikarstwo + aktorstwo. A Ty?
- No ja mam nieco inne zainteresowane - samochody. To jest to :D
- Heh, nigdy nie widziałam jeszcze osoby, którą kręciły by te rzeczy :)
- To jest na prawdę super. Jak chcesz mogę ci trochę o tym opowiedzieć, jak znowu się spotkamy :)
- Oo, bardzo chętnie. A na jak długo przyjechałeś do Francji? :)
- Na miesiąc.
- Oo, no to długo.
- Wiem :) Jeszcze nigdy tutaj nie byłem i polegam na znajomości francuskiego mojego kumpla.
- Chcesz mogę Ci pomóc :)
- W czym? :D
- No w języku i mogę pokazać Tobie Paryż z najlepszej strony :)
- Świetnie ;) Od kiedy możesz zacząć?
- Zależy ile kumpli pójdzie z Tobą, bo w takim razie trzeba będzie zamówić bus. Od jutra :D
- Ja sam.
- Oo, no to inna sprawa :D
- To gdzie się spotkamy?
- Możemy spotkać się pod Queen. I od tamtą zaczniemy. Około 12.00 mam czas.
- Okej.
Już miałam odpisać gdy padł mi telefon. Najważniejsze jest to, że każdy wie o której godzinie jesteśmy umówieni. No to super. Tylko w co ja się jutro ubiorę?
Jeanne Goudreau